Głos wolny wolność ubezpieczający. O polityce Łazienek bez cenzury
Kategorie: Wszystkie | Arte-fakty | Mały Sabotaż | Ogólne | Znalezione w mailu
RSS
piątek, 09 lipca 2010
A W ŁAZIENKACH...

  

 

S. August

23:16, ante-portas
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lipca 2010
POLOWANIE NA LISA

 

Ostatnio zacni ludzie w Łazienkach martwią się znowu pogłoskami. O tak, Łazienki ponoć żyją plotką. Ale gdzie informacji brak, tam pogłoski hulają jak zarodniki topoli wiosną. A mówią, że pan Nic-Nieudolski postanowił dokonać ostatecznego rozwiązania kwestii lisów parkowych. Za pomocą... wnyków (!).

O tak, wiemy także i to, lisy to problem. Szczwane łobuziaki polują na pawie, w ubiegłym roku Nicuś pozwolił tak zmarnować przepiękny okaz białego pawia, podarowanego Łazienkom przez prywatnych darczyńców. Nieświadome zagrożeń stworzenie, widoczne wśród zieleni jak na dłoni przeżyło w Łazienkach na wolności... jeden dzień.

Taka jest przyroda. Okrutna i bezwzględna. Ludzie cywilizowani i odpowiedzialni tacy być nie muszą. Bo pewne rzeczy da się przewidzieć. A lisy da się odłowić bez masakry.

Tym bardziej, że w rzeczone wnyki, mogą wpaść nie tylko lisy. Zacni ludzie martwią się choćby o kota. A co z nieuważnym kotem robią wnyki? Pokazujemy zdjęcie i poddajemy pod rozwagę.

Chcecie zrobić coś takiego jakiemukolwiek stworzeniu (a mamy też przecież w parku sarenkę), które CZUJE?

 

S. August

Tagi: zwierzęta
21:32, ante-portas
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lipca 2010
SĄ JAJA, DO WŁADZY SIĘ DORWAŁEM...

 

Zdawało się, że sytuacja w warszawskim Muzeum Narodowym osiągnęła punkt kulminacyjny. Wezwany do złożenia broni dyrektor okopał się za wałami rady powierniczej. Dżak Lohman - farbowany Angol noszący niegdyś zncznie bardziej swojskie w brzmieniu nazwisko i twórca niespecjalnie wysoko umiejscowionego w londyńskim rankingu muzeum - podjął decyzję o... nie podejmowaniu żadnej decyzji. Natomiast pozostawiony samemu sobie minister schował głowę w piach, głęboko, gdzie nie widać problemu. Co wprawdzie oburza, ale też niespecjalnie dziwi, biorąc pod uwagę to, co dzieje się w naszym łazienkowskim zaścianku - jak dotąd bez poważniejszych konsekwencji dla grupy sprawującej bezprawie.

Deprecjonowanie zawodu muzealnika w skali platformerskich ekscesów zdaje się być zaiste grzeszkiem powszednim tylko, z gatunku tych, do których odpuszczenia trzy zdrowaśki odklepane na odwal się w zupełności wystarczą. Jednak nasi decydenci żenująco często zdają się kierować życiowym mottem, zaczerpniętym z grafomańskiej sztuki Hannsa Johsta z czasów dojścia do władzy wąsatego Adolfa: "Gdy słyszę słowo kultura odbezpieczam rewolwer". Zapewne dlatego demolujący od dwóch lat dwie arcyważne placówki muzealne Piotrowski wraz z Nieudolskim mogą sobie (póki co) swobodnie nucić ze Stuhrem "Rządzić każdy może" (teledysk trochę nieadekwatny, ale treść! jak ulał...):

http://www.youtube.com/watch?v=p4o-UdC8Sec

 

 

Powoli pytanie, co z tymi, którym do życia nie wystarczą kultury zawarte w jogurcie, może nabrać znaczenia. A "grubsze afery" inicjowane w kulturze niekoniecznie skończą się złotym deszczem. Kolegium kuratorów MNW nie dało za wygraną, a sygnujący list otwarty do premiera Tuska prof. Antoni Zięba z odwagą i determinacją wskazuje słabość ministra kultury. Słabość, indolencję, lub złą wolę. Po prostu: tolerancję dla cynicznego unicestwiania kulturalnego dorobku pokoleń, ignorancji, celowych błędów zarządzania. "Rzeczpospolita" to uż przed drugą turą wyborów prezydenckich drukuje!

Całość listu do Tuska tutaj:

http://www.rp.pl/artykul/9131,501205_Kryzys_w_Muzeum_Narodowym.html

 

Warto zapoznać się z nim i uświadomić sobie, że zarzuty względem polityki jednego ministerialnego wybrańca Piotrowskiego można potraktować skrótami klawiszy Ctrl+X, Ctrl+V, uzupełnić zarzutem o niszczenie substancji zabytkowej i posłać do premiera przeciwko drugiemu wybrankowi ministra. Marionetkę z Łazienek, sterowaną przez szefową firmy Przeprowadzki.

 

 

 

S. August

07:29, ante-portas
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010
DE MORTUIS...

 

Początkowo chcieliśmy milczeć jak grób, nie ruszając tego tematu, bo też i nie do końca wiadomo. Ktoś sobie robi jaja z pogrzebu, czy też przeciwnie: dział marketingu traktuje swe obowiązki nieudolnie, lecz za to z hm... jakby to ująć... ze śmiertelną powagą.

Flagowy przykład kreatywności nowej władzy, zestaw coś koło dziesięciu pocztówek z widokami Łazienek (zdjęcia zaczerpnięto z albumu, hehe, Kwiatkowskiego "Czarodziejski świat Łazienek", słowo dajemy, można skonać z uciechy, choć Ci co o takim trącącym plagiatem rozwiązaniu zadecydowali powinni raczej umrzeć ze wstydu) zareklamowano NEKROLOGIEM!

Gdy stricte muzealna działalność od dawna utkwiła w martwym punkcie, niektóre inicjatywy naszych rządzących Nowych Dzikich po prostu... zabijają śmiechem!

S. August

06:50, ante-portas
Link Komentarze (2) »
PERFORMERS 2

 

Spodobała się co poniektórym performerska zabawa białymi woreczkami wypełnionymi żółtym piaseczkiem. Fajna była przy pierwszej fali powodziowej, to i przy drugiej ją powtórzono.

Powtórzmy i my: Łazienki oddalone o dobrych kilka kilometrów od rzeki, oddzielone dwoma wałami i – co podkreślaliśmy poprzednio – Komendą Główną Straży Pożarnej, szanse na zalanie miały mniej więcej takie jak to, że Nowogórski kiedykolwiek nauczy się historii naszego muzeum.

Zresztą popatrzcie sami. Żeby woda wdarła się do Pałacu przez Wisłę musiałoby przejść jakieś tsunami. No chyba, że komuś z tych terenów zalewowych znowu cosik było potrzebne...

Zaraz zaraz! Czy nam się wydaje, czy też woreczków jest jakby mniej niż poprzednio? Ułożone jednym rządkiem, nie sięgają wyżej drewnianej framugi. I to ma nas w razie czego uratować??!!! AHA!!!

Patrząc na płody umysłu (????) Nica mimowolnie wspominamy wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:

Ptaszek idiota,
głupszy, niż się zdaje,
strojny barwną krajką,
z głową jak makówka,
nieprzyjaciel kota,
ojciec pięciu jajek,
z których każde jajko
pełne jest półgłówka,
przyparty do drzewa
pierzem rudosinem,
toczy głośne swary
z innym znów kretynem,
po czym śpiewa, śpiewa
głupstwa nie do wiary.

S. August

00:30, ante-portas
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 czerwca 2010
PRL: REAKTYWACJA.

 

Komuna wróciła do coraz bardziej matrixowych Łazienek.

Starsi zapewne pamiętają, młodsi wiedzą z podręczników szkolnych. Jak towarzysze komuniści wzięli władzę i wszystko inne, natychmiast zaczęli wprowadzać zasady źle pojętego egalitaryzmu. W pałacach i dworach „złych panów” jęli urządzać żłobki i przedszkola, czy też oddawać owe rolniczym pegeerom i innym spółdzielniom. W pałacowych zaś ogrodach urządzano wielkie ludowe zabawy i festyny. A co! Lud też miał coś mieć z tego dorobku dziejów.

Wydawałoby się, że tamte czasy bezpowrotnie minęły wraz z nadejściem Wolnej Polski. Ale gdzie tam. Kryptokomuniści są wśród nas i co raz dają znać o sobie.

Niestety, dotyczy to również naszych Łazienek Królewskich. Oto wyobraźcie sobie, na terenie tuż za Ermitażem, tam gdzie ongiś był ogród anglo-chiński, a teraz niby to pole piłkarskie zawłaszczone prawem kaduka (bowiem notarialnie ziemia ta jest własnością Zespołu Pałacowo-Ogrodowego Łazienki Królewskie), ustawiono... kontenery ze śmieciami! Kilka czy kilkanaście wielkich kontenerów wypełnionych odpadami! Wyobrażacie sobie, w Łazienkach Królewskich, a wszystko to pod szyldem dni recyklingu!

Nie, nie... jak najbardziej jesteśmy za recyklingiem tak bardzo potrzebnym naszej planecie, sami śmieci konsekwentnie segregujemy i wszystkich do tego zachęcamy!

Ale na Boga! Urządzanie wysypiska śmieci w zabytkowym parku? Toż to idiotyzm skończony!  

Kto pozwolił na taką deprecjację rangi zabytku?! Jak to kto? Nasz niby-to-dyrektor towarzysz Nic-Nieudolski i jego szefowa Pierwszy Zastępca niby-to-dyrektora towarzyszka o wdzięcznej (jeszcze ministerialnej) ksywce „Rzeźnik”.

I tylko patrzeć, jak urządzą nam niebawem zawody wędkarskie na Stawie, albo otwarte zawody kowalskie w Sali Balowej Pałacu na Wyspie. Koncerty rockowe w Amfiteatrze już podobno nasze komuszki zaplanowały. Bo przecież lud musi się mieć gdzie się wyżywać...

S. August

09:44, ante-portas
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 czerwca 2010
WITAJCIE W MAŁPIARNI

 

 

Po raz pierwszy wokół Podchorążówki w tym roku pojawiły się palmy - obwieściła z dumą specjalistka od ogrodów historycznych w toku wywodów, jak to teraz lepiej będzie, bo zgodnie z wizerunkiem Łazienek w przeszłości.

Swego czasu któryś nieprzychylny komentator nawoływał nas abyśmy miast na krytyce władzy raczej skoncentrowali się na historii Łazienek. Bo chętnie by się z nią na ten przykład zapoznał.

Voila. Spełniamy to chwalebne życzenie. Oto garść faktów stosunkowo mało znanych warszawskiej publiczności w odniesieniu do budynku kojarzonego powszechnie z Nocą Listopadową. 

Podchorążówka, dawniej zwana Wielką Oficyną.

W czasach Stanisława Augusta pełniła funkcję... kuchni. Największej i najnowocześniejszej w kraju. Kryła się w niej „pasztetnia”, „cukiernia”, „pieczyste”, foracik kuchenny służący do przechowywania zastawy stołowej oraz izba dla pomywaczek.

Z racji funkcji budynek był (oczywiście!) odpowiednio skromny. Z pałacem łączył go widoczny zza drzew i istniejący aż do czasów I wojny światowej, drewniany korytarzyk z dachem krytym gontem i z marmurową podłogą. Tędy noszono potrawy na królewski stół.

I gdyby rządzący nami ign...., o pardon, specjaliści, mieli czas i chęć zapoznać się z historycznym wyglądem swojego biura, sugerujemy wnikliwie przyjrzeć się akwareli Vogla lub inwentaryzacji rysunkowej Łazienek Griesmayera.

(Z. Vogel, Widok na Pałac, fragment Wielkiej Oficyny widoczny po lewej stronie)

Jak widać skromne otoczenie koreluje z ascetyczną szatą architektoniczną budynku. Bo czy widział kto, żeby koszmarnie drogimi w eksploatacji egzotycznymi drzewkami dekorować mieszkanie pomywaczek????

W tym świetle kolejnym absurdem (by wprost nie nazwać tego indolencją i głupotą) jest ogłoszenie jako sukces nowego działu zieleni obstawienie Podchorążówki palmami. Zwłaszcza gdy nieoficjalnie mówi się, że chodziło o to, że Nowa Oranżeria nie chciała zapłacić (po raz pierwszy w istocie!) za ustawienie naszych palm przy dzierżawionym przez siebie budynku. 

Podobnie lekceważeniem historycznego kontekstu i wprowadzaniem zwiedzających w błąd jest dekorowanie rezydencji z końca XVIII w. (projektowanej przez Włocha dla króla-anglofila mocno zakorzenionego w tradycji francuskiej) bukietami, których kompozycja opiera się na siedemnastowiecznych martwych naturach.... holenderskich!!!

Chyba czas zastąpić akcję "Cała Polska czyta dzieciom" nową inicjatywą. "Cała Polska uczy specjalistów z Łazienek".

S. August

07:26, ante-portas
Link Komentarze (1) »
środa, 09 czerwca 2010
NATURALNA WYMIANA KADR

  

Szesnaście miesięcy ciężkich zmagań z samym sobą i oto stało się. ZEBRANIE! Jak to mówią: siebie zwyciężyć - więcej niż miliony...

Poprzedni spęd pracowniczy, w styczniu 2009, trwał (z zegarkiem w ręku) sześć i pół minuty! Potem dyrektor życzył sobie widzieć pracowników wyłącznie wtedy, gdy chciał im wręczyć wymówienie. A i to nie wszystkich. Niektórych z kwitkiem odprawiali... sekretarz, kadrówka i pomniejsze bóstwa.

Nic zatem dziwnego, że panika wybuchła w szeregach. Z ust do ust podawano sobie informację, że skoro dyrektor kazał wydrukować KOLOROWE zaproszenia dla wszystkich, do sali, wyimaginujcie sobie waćpaństwo, MUSZTRY, to ani chybi szykuje coś paskudnego. Zwolnienia grupowe na ten przykład.

Nie możemy przemilczeć tu faktu, że o negatywnych nastrojach społecznych  poinformowała dyrekcję nasza koleżanka, gnając do gabinetu co sił w maleńkich nóżkach, co ustawiło kierunek propagandowego wiecu dyrekcji...

Czujna Pierwsza Zastępczyni rozproszyła obawy: grupowo na kuroniówkę nikogo nie przeprowadzi. Nastąpi oczywiście, jak to ujęła, NATURALNA WYMIANA KADR  (!!!).

Tym, którym ta część wywodu o pracowniczej przyszłości ugrzęzła za zasłoną dobrotliwego uśmiechu czarującej pani (która z racji masowych zwolnień w poprzedniej pracy zyskała przydomek Rzeźnika), zacytujemy dylemat Leca:

Czy jeśli ludożerca je nożem i widelcem, to postęp?

S. August

P.S. Zwolnienia grupowe wiążą się z wypłacaniem pewnych odszkodowań zwalnianym pracownikom. "Naturalna" wymiana kadr wychodzi równie skutecznie, a taniej. Resztę muśniętych po wierzchu problemów skomentujemy w kolejnych wpisach. 

07:00, ante-portas
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 czerwca 2010
FAHRENHEIT 2010

 

Teatrzyk Zielona Gęś (Zielony Muzealnik?) ma zaszczyt przedstawić:

 

Wiódł ślepy kulawego

 

Występują: Pani Przewodniczka, Dzieci – Przyszłość Narodu, Dziecko Nieco Bardziej Rozgarnięte

Dekoracja: Zabytkowe wnętrze w Łazienkach

 

PANI PRZEWODNICZKA:

Kochane dzieci, kto mi powie, co to za urządzenie?

 

DZIECI (chórem):

Zegaaaaarek!!!!

 

PANI PRZEWODNICZKA:

Nie, dzieciaczki, to nie jest zegarek.

 

(Chwila konsternacji wśród tak zwanej Przyszłości Narodu).

 

DZIECKO NIECO BARDZIEJ ROZGARNIĘTE (cichutko):

Barometr?

 

PANI PRZEWODNICZKA (entuzjastycznie):

TAK! A kto mi powie do czego służy barometr?

 

DZIECI (chórem):

Do mierzenia ciśnienia!

 

PANI PRZEWODNICZKA:

Bardzo dobrze dzieciaczki. A w jakich jednostkach mierzymy ciśnienie?

 

DZIECI:

W farenhajtach!

 

PANI PRZEWODNICZKA:

Bardzo dobrze, kochane dzieciaczki!

 

(Kurtyna)

  

A morał z tej scenki jest krótki. I niektórym znany:

Tego się o Łazienkach dowiemy - co sobie sami przeczytamy.

 

S. August

P.S. Mówi się, że przewodnicy z "Traktu" wrócą na łazienkowski trakt.

07:21, ante-portas
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 czerwca 2010
ŚNIADANIE NA TRAWIE

 

Z nadejściem ciepłych dni relaksu na łonie przyrody łakną wszyscy, łatwo zrozumieć. Pytanie tylko, czy rezydencja królewska o statusie Pomnika Kultury Narodowej, to najodpowiedniejsze miejsce w mieście, by po zielonej trawce brykać niczym młody jeleń. Do czasów nowych (ponoć nowoczesnych) porządków konsekwentnie trzymano się zasady, że nie. Daleko od Pałacu:

lub zaraz przy nim:

konsekwentnie: NIE. Zamach na obywatelskie wolności, czy poszanowanie miejsca i pieniędzy wydawanych z budżetu (czytaj: z NASZYCH kieszeni)?

Śniadanie na trawie ma swoją ugruntowaną tradycję w historii sztuki, choć od początku wiąże się z niejakimi kontrowersjami. W przypadku zabytkowego parku nie tyle o kwestie moralne chodzi (choć widok półnagich pań w białych stanikach rozpartych na ławkach pod Pałacem do apetycznych należy wyłącznie czasami), co o poszanowanie tego, o czym jeszcze rok temu Nieudolski publicznie mówił: "Zieleń w Łazienkach to też zabytek". Dziś w ramach rekompensaty za wątłą propozycję dla zwiedzających, pozwala się na wszystko. Ochrona nie reaguje nawet na konsumentów chmielowego wywaru na ławkach (!), a co dopiero na takie widoki.

 

Szczęśliwie Warszawa, mimo deweloperskich starań, wciąż jest miastem, gdzie rekreacyjnych terenów zielonych nie brakuje. Dlatego jakoś nie widziano, by w Wilanowie wylegiwano się na trawnikach pod pałacem i nikt nie śmie od Jaskanisa wymagać na to przyzwolenia. Nie toczy się narodowa (?) debata na łamach GieWu na temat koniecznego biegania po parkowych alejkach. Za to, w przeciwieństwie do Łazienek, stosowny nacisk położono na bogatą ofertę kulturalną, czego zwykle wymaga się od instytucji kultury. 

Nic-Nieudolski jest antynomią Midasa. O ile mityczny król wszystko, czego się dotknął zamieniał w szczere złoto, o tyle realny niestety dyrektor Łazienek pozwala zniszczyć wszystko na co padnie jego wzrok. Być może w nadziei, że to właśnie muzealna nędza przysporzy nam funduszy unijnych. W tym jednakże celu bardziej skuteczny jest dobry projekt, niż żałosne ruiny. Wie o tym świetnie Paweł Jaskanis, też przecież archeolog.

Lecz jeśli Bruksela zamknie przed nami sakiewkę, przed Nieudolskim zawsze pozostaje jedna możliwość:

stanąć przed kamerami, popłakać, że trawniki wydeptali mu POPRZEDNICY i poszantażować Ministra o kasę. 

S. August

07:16, ante-portas
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12